Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
  • Szukaj


     

    Znalazłem 807 takich materiałów
    Polsko - Niemiecka siła rolnicza – 2 Polskie ursusy C-330 (3 w garażu do remontu ) oraz Claas Cosmos rok 1969 . w żniwa od rana do nocy na pełnych obrotach
    2 Polskie ursusy C-330 (3 w garażu do remontu ) oraz Claas Cosmos rok 1969 . w żniwa od rana do nocy na pełnych obrotach
    3 sierpnia 2017, 22:28 przez MarcinTDI (PW) | Do ulubionych | Skomentuj
    Kubica nie zastąpi Palmera w 2017 roku – "Nadal wspieramy Jo i absolutnie nie zmieniliśmy naszego planu. To prawda, że z Robertem czujemy potrzebę sprawdzenia większej liczby rzeczy po testach, które zrobił. Oczywiście były to testy w aucie z 2012 roku, ale zrobiliśmy też inne rzeczy - badania medyczne oraz testy w symulatorze, o których naprawdę nie chcę mówić. Chcemy bliżej przyjrzeć się temu, na ile realistyczne będzie dla Roberta jeżdżenie obecnymi autami F1, może również w kontekście wyścigowym. Ostatnią szansą by to zrobić jest właśnie test na Węgrzech i postanowiliśmy skorzystać z tej szansy. Nie ma krótkoterminowego planu i nie ma to w krótkiej perspektywie nic wspólnego z naszym składem kierowców" - powiediał Cyril Abiteboul w rozmowie z Autosportem.

Podkreśla on jednak, że Robert może być rozważany jako kandydat do miejsca w zespole na 2018 rok.

"Zanim jednak zaczniemy rozważać taką opcję, musimy zobaczyć, jak poradzi sobie z samochodami, które mają więcej siły docisku i więcej mocy ponieważ oczywiście samochód z 2012 roku nie jest w tej mierze reprezentatywny. Szczerze mówiąc, nawet jeżeli spisze się dobrze, nie oznacza to, że od razu zdecydujemy się wziąć go na 2018 rok ponieważ są jeszcze inne rzeczy, którym musimy się przyjrzeć" - dodał szef Renault.

Abiteboul rozmawiał z Palmerem na temat testu Kubicy.

"Powiedziałem mu, że Robert nie jest natychmiastowym zagrożeniem. Oczywiście patrzymy na opcje na 2018 rok i Jo może być jedną z nich. Wszystko jest w jego rękach. To, co robimy z Robertem, nie ma nic wspólnego z Palmerem, którego przygoda z Renault nie skończy się ani przed, ani po letniej przerwie. Nie będzie żadnej zamiany na Spa, tak jak piszą media. Mogę potwierdzić, że Jo będzie jeździł na Spa i jest plan aby przejechał sezon do końca" - dodał Cyril Abiteboul.
    "Nadal wspieramy Jo i absolutnie nie zmieniliśmy naszego planu. To prawda, że z Robertem czujemy potrzebę sprawdzenia większej liczby rzeczy po testach, które zrobił. Oczywiście były to testy w aucie z 2012 roku, ale zrobiliśmy też inne rzeczy - badania medyczne oraz testy w symulatorze, o których naprawdę nie chcę mówić. Chcemy bliżej przyjrzeć się temu, na ile realistyczne będzie dla Roberta jeżdżenie obecnymi autami F1, może również w kontekście wyścigowym. Ostatnią szansą by to zrobić jest właśnie test na Węgrzech i postanowiliśmy skorzystać z tej szansy. Nie ma krótkoterminowego planu i nie ma to w krótkiej perspektywie nic wspólnego z naszym składem kierowców" - powiediał Cyril Abiteboul w rozmowie z Autosportem.

    Podkreśla on jednak, że Robert może być rozważany jako kandydat do miejsca w zespole na 2018 rok.

    "Zanim jednak zaczniemy rozważać taką opcję, musimy zobaczyć, jak poradzi sobie z samochodami, które mają więcej siły docisku i więcej mocy ponieważ oczywiście samochód z 2012 roku nie jest w tej mierze reprezentatywny. Szczerze mówiąc, nawet jeżeli spisze się dobrze, nie oznacza to, że od razu zdecydujemy się wziąć go na 2018 rok ponieważ są jeszcze inne rzeczy, którym musimy się przyjrzeć" - dodał szef Renault.

    Abiteboul rozmawiał z Palmerem na temat testu Kubicy.

    "Powiedziałem mu, że Robert nie jest natychmiastowym zagrożeniem. Oczywiście patrzymy na opcje na 2018 rok i Jo może być jedną z nich. Wszystko jest w jego rękach. To, co robimy z Robertem, nie ma nic wspólnego z Palmerem, którego przygoda z Renault nie skończy się ani przed, ani po letniej przerwie. Nie będzie żadnej zamiany na Spa, tak jak piszą media. Mogę potwierdzić, że Jo będzie jeździł na Spa i jest plan aby przejechał sezon do końca" - dodał Cyril Abiteboul.
    27 lipca 2017, 20:29 przez Folley96 (PW) | Do ulubionych | Skomentuj
    Źródło: autosport.com
    Gosia wraca do Audi – Seria TCR Germany to jedna z najciekawszych serii wyścigowych tego sezonu. W stawce każdorazowo mierzy się ponad 40 kierowców o bardzo różnym stopniu doświadczenia.
TCR Germany to otwarte mistrzostwa Niemiec jednak błędem byłoby postrzeganie tych zawodów jedynie przez pryzmat tego jednego kraju – zawodnicy pochodzą z 13 krajów, a rundy odbywają się nie tylko na niemieckich torach. W kalendarzu znalazł się także austriacki Red Bull Ring oraz holenderski Zandvoort. Wysoki poziom i prawdziwe sportowe emocje, których przy tak mocno obsadzonej stawce nigdy nie brakuje, przysparzają serii TCR Germany coraz więcej zainteresowania kibiców.
Zandvoort to bardzo ciekawy obiekt – położony tuż przy plaży więc często trzeba się liczyć z piaskiem nawiewającym na tor. Dodatkowym urozmaiceniem są duże różnice wzniesień, co wymaga od kierowców dobrej znajomości toru. Pogoda zmienia się tutaj bardzo szybko.
Jedyną reprezentantką Polski w TCR Germany jest Gosia Rdest. Jest to jej pierwszy sezon w otwartych mistrzostwach. Gosia startuje samochodem Audi RS3 LMS. Jest to również pierwszy rok, w którym samochody Audi biorą udział w wyścigach serii TCR więc teamy wciąż uczą się jak najlepiej wykorzystać możliwości maszyny.
    Seria TCR Germany to jedna z najciekawszych serii wyścigowych tego sezonu. W stawce każdorazowo mierzy się ponad 40 kierowców o bardzo różnym stopniu doświadczenia.
    TCR Germany to otwarte mistrzostwa Niemiec jednak błędem byłoby postrzeganie tych zawodów jedynie przez pryzmat tego jednego kraju – zawodnicy pochodzą z 13 krajów, a rundy odbywają się nie tylko na niemieckich torach. W kalendarzu znalazł się także austriacki Red Bull Ring oraz holenderski Zandvoort. Wysoki poziom i prawdziwe sportowe emocje, których przy tak mocno obsadzonej stawce nigdy nie brakuje, przysparzają serii TCR Germany coraz więcej zainteresowania kibiców.
    Zandvoort to bardzo ciekawy obiekt – położony tuż przy plaży więc często trzeba się liczyć z piaskiem nawiewającym na tor. Dodatkowym urozmaiceniem są duże różnice wzniesień, co wymaga od kierowców dobrej znajomości toru. Pogoda zmienia się tutaj bardzo szybko.
    Jedyną reprezentantką Polski w TCR Germany jest Gosia Rdest. Jest to jej pierwszy sezon w otwartych mistrzostwach. Gosia startuje samochodem Audi RS3 LMS. Jest to również pierwszy rok, w którym samochody Audi biorą udział w wyścigach serii TCR więc teamy wciąż uczą się jak najlepiej wykorzystać możliwości maszyny.
    21 lipca 2017, 21:13 przez Folley96 (PW) | Do ulubionych | Skomentuj
    Odważ się spełniać marzenia! – Byłem nastolatkiem gdy pierwszy raz zobaczyłem na własne oczy Tor Wyrazów k. Częstochowy i jeżdżące po nim samochody. Z tamtego dnia pamiętam tylko jedno:"Też kiedyś będę tak jeździł".

Kilka lat później, chłopak z obszarów wiejskich, z niezbyt zamożnej rodziny kupuje, za cenę złomu i mimo sprzeciwu rodziców, starego nie nadającego się do jazdy gruchota-zmęczonego życiem Peugeota 106 pierwszej generacji z 1992r.

 Od tej chwili przez kolejny rok słuchałem o tym że zainwestowane pieniądze nigdy mi się nie zwrócą, że nic nie osiągnę, że lepiej było kupić Golfa 3 którym spokojnie będę mógł dojeżdżać do pracy, że to bez sensu... Przez ten czas sumiennie odkładałem każdy grosz. Wiedziałem że jedna kupiona butelka Coca-Coli mniej, jedno wyjście do pubu mniej,  to krok do przodu w możliwości spełnienia swoich marzeń.

Nie poddawałem się.

Każdemu z Was życzę przynajmniej  raz w życiu doświadczyć tego samego uczucia które czułem ja, gdy podczas jednej z pierwszych imprez rajdowych stanąłem na podium ramię w ramię z zawodnikami którzy doświadczeniem wyprzedzali mnie o lata.
    Byłem nastolatkiem gdy pierwszy raz zobaczyłem na własne oczy Tor Wyrazów k. Częstochowy i jeżdżące po nim samochody. Z tamtego dnia pamiętam tylko jedno:"Też kiedyś będę tak jeździł".

    Kilka lat później, chłopak z obszarów wiejskich, z niezbyt zamożnej rodziny kupuje, za cenę złomu i mimo sprzeciwu rodziców, starego nie nadającego się do jazdy gruchota-zmęczonego życiem Peugeota 106 pierwszej generacji z 1992r.

    Od tej chwili przez kolejny rok słuchałem o tym że zainwestowane pieniądze nigdy mi się nie zwrócą, że nic nie osiągnę, że lepiej było kupić Golfa 3 którym spokojnie będę mógł dojeżdżać do pracy, że to bez sensu... Przez ten czas sumiennie odkładałem każdy grosz. Wiedziałem że jedna kupiona butelka Coca-Coli mniej, jedno wyjście do pubu mniej, to krok do przodu w możliwości spełnienia swoich marzeń.

    Nie poddawałem się.

    Każdemu z Was życzę przynajmniej raz w życiu doświadczyć tego samego uczucia które czułem ja, gdy podczas jednej z pierwszych imprez rajdowych stanąłem na podium ramię w ramię z zawodnikami którzy doświadczeniem wyprzedzali mnie o lata.
    18 czerwca 2017, 23:56 przez Feiro (PW) | Do ulubionych | Skomentuj (1)
    Audi 80 B3 2.3 NG 1992 rok –
    17 czerwca 2017, 15:50 przez ~tk4709j | Do ulubionych | Skomentuj
    Źródło: prywatne
    Zwiększenie kar za cofanie liczników? – W Ministerstwie Sprawiedliwości co jakiś czas powraca temat karania za manipulacje przy przebiegu auta. Resort sprawdza czy i jak można technicznie sprawdzić ingerencję we wskazania licznika przebiegu pojazdu i zastanawia się nad nowymi możliwościami ścigania tego procederu. Jednocześnie wskazuje na trudność ustalenia, który z właścicieli jest odpowiedzialny za tego typu machlojki, jeśli mamy do czynienia z autem, które ma np. czwartego właściciela. Nad zmianami w przepisach dotyczących tej kwestii pracuje też jeden z senatorów z PiS.


Warto zauważyć, że w Polsce samochody używane przy przebiegu w okolicach 200 tys. km nagle przestają jeździć. Taki wniosek można wysnuć na podstawie danych w popularnych serwisach ogłoszeniowych. Zdecydowana większość aut używanych w ogłoszeniach ma nie więcej niż 200 tys. km i to bez względu na to, czy mają 7, 10 czy 12 lat. Powód tego zjawiska jest prosty – dla klientów 200 tys. km to pewnego rodzaju psychologiczna bariera, poza którą nie interesują się już używanymi autami wystawionymi na sprzedaż.

Proceder cofania liczników kwitnie na granicy Niemiec z Polską i nie ukróciło go nawet wprowadzenie w 2014 r. obowiązku wpisywania przebiegu pojazdu podczas obowiązkowego, corocznego przeglądu technicznego. Ta regulacja spowodowała, że część aut została oficjalnie „zalegalizowana” w bazie CEPiK już ze sfałszowanymi wcześniej przebiegami. Co więcej, zdarza się nawet, że wskazania licznika z roku na rok są coraz niższe.

Senator PiS Grzegorz Peczkis proponuje dalsze zaostrzenie kar. Cofanie licznika miałoby zostać objęte odpowiedzialność karną w postaci grzywny nawet do kilkuset tysięcy złotych. Jeśli z przeglądu na przegląd auto miałoby niższy przebieg, to oznaczałoby potencjalne konsekwencje karne dla właściciela auta. Planowane jest także zsynchronizowanie Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców z podobnymi rejestrami funkcjonującymi np. w Niemczech. Ma to umożliwić weryfikację faktycznego przebiegu dla aut z importu. Projekt w tej sprawie ma wkrótce trafić do prac w Sejmie. Czy jednak zwiększenie sankcji to właściwa droga?

W Niemczech dane pokazują, że nawet 30% aut używanych wystawionych na sprzedaż miało cofnięty licznik. To i tak sporo, gdyż jest to u naszych zachodnich sąsiadów traktowane jako przestępstwo zagrożone karą więzienia do 5 lat. W Polsce za tego typu praktyki można dostać nawet 8 lat, ale w praktyce za „kręcenie” bardzo trudno ukarać sprzedającego auto z cofniętym licznikiem. A jest z czym walczyć, bo z szacunków Związku Dealerów Samochodowych wynika, że w Polsce proceder ten dotyczy nawet 80% aut używanych z importu. To zestawienie pokazuje wyraźnie, że nie wysokość, ale nieuchronność kary jest receptą na zmianę skali tego negatywnego dla kierowców zjawiska.

Temat ostatnio powrócił. Ministrowie zastanawiają się, by wprowadzić kary za fałszowanie przebiegu jak w Niemczech. Tam  za cofanie liczników grozi kara do 5 lat więzienia, zaś we Francji grzywna w wysokości 37 tys. euro i kara więzienia do 2 lat. 

W Ministerstwie Sprawiedliwości co jakiś czas powraca temat karania za manipulacje przy przebiegu auta. Resort sprawdza czy i jak można technicznie sprawdzić ingerencję we wskazania licznika przebiegu pojazdu i zastanawia się nad nowymi możliwościami ścigania tego procederu. Jednocześnie wskazuje na trudność ustalenia, który z właścicieli jest odpowiedzialny za tego typu machlojki, jeśli mamy do czynienia z autem, które ma np. czwartego właściciela. Nad zmianami w przepisach dotyczących tej kwestii pracuje też jeden z senatorów z PiS.

Warto zauważyć, że w Polsce samochody używane przy przebiegu w okolicach 200 tys. km nagle przestają jeździć. Taki wniosek można wysnuć na podstawie danych w popularnych serwisach ogłoszeniowych. Zdecydowana większość aut używanych w ogłoszeniach ma nie więcej niż 200 tys. km i to bez względu na to, czy mają 7, 10 czy 12 lat. Powód tego zjawiska jest prosty – dla klientów 200 tys. km to pewnego rodzaju psychologiczna bariera, poza którą nie interesują się już używanymi autami wystawionymi na sprzedaż.

Proceder cofania liczników kwitnie na granicy Niemiec z Polską i nie ukróciło go nawet wprowadzenie w 2014 r. obowiązku wpisywania przebiegu pojazdu podczas obowiązkowego, corocznego przeglądu technicznego. Ta regulacja spowodowała, że część aut została oficjalnie „zalegalizowana” w bazie CEPiK już ze sfałszowanymi wcześniej przebiegami. Co więcej, zdarza się nawet, że wskazania licznika z roku na rok są coraz niższe.

Senator PiS Grzegorz Peczkis proponuje dalsze zaostrzenie kar. Cofanie licznika miałoby zostać objęte odpowiedzialność karną w postaci grzywny nawet do kilkuset tysięcy złotych. Jeśli z przeglądu na przegląd auto miałoby niższy przebieg, to oznaczałoby potencjalne konsekwencje karne dla właściciela auta. Planowane jest także zsynchronizowanie Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców z podobnymi rejestrami funkcjonującymi np. w Niemczech. Ma to umożliwić weryfikację faktycznego przebiegu dla aut z importu. Projekt w tej sprawie ma wkrótce trafić do prac w Sejmie. Czy jednak zwiększenie sankcji to właściwa droga?

W Niemczech dane pokazują, że nawet 30% aut używanych wystawionych na sprzedaż miało cofnięty licznik. To i tak sporo, gdyż jest to u naszych zachodnich sąsiadów traktowane jako przestępstwo. W Polsce za tego typu praktyki można dostać nawet 8 lat, ale w praktyce za „kręcenie” bardzo trudno ukarać sprzedającego auto z cofniętym licznikiem. A jest z czym walczyć, bo z szacunków Związku Dealerów Samochodowych wynika, że w Polsce proceder ten dotyczy nawet 80% aut używanych z importu. To zestawienie pokazuje wyraźnie, że nie wysokość, ale nieuchronność kary jest receptą na zmianę skali tego negatywnego dla kierowców zjawiska.

Temat ostatnio powrócił. Ministrowie zastanawiają się, by wprowadzić kary za fałszowanie przebiegu jak w Niemczech. Tam  za cofanie liczników grozi kara do 5 lat więzienia, zaś we Francji grzywna w wysokości 37 tys. euro i kara więzienia do 2 lat. 

Czy takie kary będą wystarczające, by ukrócić proceder? A co z przypadkiem, gdy handlarz sprowadzi samochód, po drodze zrobi korektę, a spisze umowę kupna-sprzedaży tak, jakby to nabywca kupował auto od właściciela za granicą? I gdy wyjdzie na jaw korekta, to karą zostanie obarczony nabywca (który kupował auto w dobrej wierze), czy sprzedający (który o cofaniu licznika nic nie wiedział). A prawdziwego sprawcy w papierach nie ma. Jest jak duch - ulotnił się. Najpierw trzeba uszczelnić proces sprowadzania samochodów, by nie było takich wypaczeń (pośrednik zarabia i się ulatnia, biorąc zarobek i nie odprowadzając podatku, jednocześnie fałszując przebieg), a potem dopiero karać nieuczciwych sprzedawców, którzy korygują przebiegi. 

Jest o co walczyć, by rynek motoryzacji w Polsce stał się normalny. I samochody z dużymi przebiegami były tanie, zaś te z przebiegami niskimi kosztowały odpowiednio więcej. Czyli dokładnie tak, jak jest na zachodzie. Wtedy klient szybko by decydował jakie auto kupić i rynek zrobił by się normalny, a nie patologiczny, jak ma to miejsce obecnie. To nie przypadek, że 8 letni samochód w prawdziwym przebiegiem 150 000 km jest w Niemczech 30 - 40% droższy niż w Polsce. I właśnie takie samochody do nas nie trafiają. Zapytaj jakiegokolwiek handlarza - chcesz kupić samochód tanio - kupuj w Polsce. Na Zachodzie okazji nie ma. Tam wszystko ma swoją cenę...
    W Ministerstwie Sprawiedliwości co jakiś czas powraca temat karania za manipulacje przy przebiegu auta. Resort sprawdza czy i jak można technicznie sprawdzić ingerencję we wskazania licznika przebiegu pojazdu i zastanawia się nad nowymi możliwościami ścigania tego procederu. Jednocześnie wskazuje na trudność ustalenia, który z właścicieli jest odpowiedzialny za tego typu machlojki, jeśli mamy do czynienia z autem, które ma np. czwartego właściciela. Nad zmianami w przepisach dotyczących tej kwestii pracuje też jeden z senatorów z PiS.


    Warto zauważyć, że w Polsce samochody używane przy przebiegu w okolicach 200 tys. km nagle przestają jeździć. Taki wniosek można wysnuć na podstawie danych w popularnych serwisach ogłoszeniowych. Zdecydowana większość aut używanych w ogłoszeniach ma nie więcej niż 200 tys. km i to bez względu na to, czy mają 7, 10 czy 12 lat. Powód tego zjawiska jest prosty – dla klientów 200 tys. km to pewnego rodzaju psychologiczna bariera, poza którą nie interesują się już używanymi autami wystawionymi na sprzedaż.

    Proceder cofania liczników kwitnie na granicy Niemiec z Polską i nie ukróciło go nawet wprowadzenie w 2014 r. obowiązku wpisywania przebiegu pojazdu podczas obowiązkowego, corocznego przeglądu technicznego. Ta regulacja spowodowała, że część aut została oficjalnie „zalegalizowana” w bazie CEPiK już ze sfałszowanymi wcześniej przebiegami. Co więcej, zdarza się nawet, że wskazania licznika z roku na rok są coraz niższe.

    Senator PiS Grzegorz Peczkis proponuje dalsze zaostrzenie kar. Cofanie licznika miałoby zostać objęte odpowiedzialność karną w postaci grzywny nawet do kilkuset tysięcy złotych. Jeśli z przeglądu na przegląd auto miałoby niższy przebieg, to oznaczałoby potencjalne konsekwencje karne dla właściciela auta. Planowane jest także zsynchronizowanie Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców z podobnymi rejestrami funkcjonującymi np. w Niemczech. Ma to umożliwić weryfikację faktycznego przebiegu dla aut z importu. Projekt w tej sprawie ma wkrótce trafić do prac w Sejmie. Czy jednak zwiększenie sankcji to właściwa droga?

    W Niemczech dane pokazują, że nawet 30% aut używanych wystawionych na sprzedaż miało cofnięty licznik. To i tak sporo, gdyż jest to u naszych zachodnich sąsiadów traktowane jako przestępstwo zagrożone karą więzienia do 5 lat. W Polsce za tego typu praktyki można dostać nawet 8 lat, ale w praktyce za „kręcenie” bardzo trudno ukarać sprzedającego auto z cofniętym licznikiem. A jest z czym walczyć, bo z szacunków Związku Dealerów Samochodowych wynika, że w Polsce proceder ten dotyczy nawet 80% aut używanych z importu. To zestawienie pokazuje wyraźnie, że nie wysokość, ale nieuchronność kary jest receptą na zmianę skali tego negatywnego dla kierowców zjawiska.

    Temat ostatnio powrócił. Ministrowie zastanawiają się, by wprowadzić kary za fałszowanie przebiegu jak w Niemczech. Tam za cofanie liczników grozi kara do 5 lat więzienia, zaś we Francji grzywna w wysokości 37 tys. euro i kara więzienia do 2 lat.

    W Ministerstwie Sprawiedliwości co jakiś czas powraca temat karania za manipulacje przy przebiegu auta. Resort sprawdza czy i jak można technicznie sprawdzić ingerencję we wskazania licznika przebiegu pojazdu i zastanawia się nad nowymi możliwościami ścigania tego procederu. Jednocześnie wskazuje na trudność ustalenia, który z właścicieli jest odpowiedzialny za tego typu machlojki, jeśli mamy do czynienia z autem, które ma np. czwartego właściciela. Nad zmianami w przepisach dotyczących tej kwestii pracuje też jeden z senatorów z PiS.

    Warto zauważyć, że w Polsce samochody używane przy przebiegu w okolicach 200 tys. km nagle przestają jeździć. Taki wniosek można wysnuć na podstawie danych w popularnych serwisach ogłoszeniowych. Zdecydowana większość aut używanych w ogłoszeniach ma nie więcej niż 200 tys. km i to bez względu na to, czy mają 7, 10 czy 12 lat. Powód tego zjawiska jest prosty – dla klientów 200 tys. km to pewnego rodzaju psychologiczna bariera, poza którą nie interesują się już używanymi autami wystawionymi na sprzedaż.

    Proceder cofania liczników kwitnie na granicy Niemiec z Polską i nie ukróciło go nawet wprowadzenie w 2014 r. obowiązku wpisywania przebiegu pojazdu podczas obowiązkowego, corocznego przeglądu technicznego. Ta regulacja spowodowała, że część aut została oficjalnie „zalegalizowana” w bazie CEPiK już ze sfałszowanymi wcześniej przebiegami. Co więcej, zdarza się nawet, że wskazania licznika z roku na rok są coraz niższe.

    Senator PiS Grzegorz Peczkis proponuje dalsze zaostrzenie kar. Cofanie licznika miałoby zostać objęte odpowiedzialność karną w postaci grzywny nawet do kilkuset tysięcy złotych. Jeśli z przeglądu na przegląd auto miałoby niższy przebieg, to oznaczałoby potencjalne konsekwencje karne dla właściciela auta. Planowane jest także zsynchronizowanie Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców z podobnymi rejestrami funkcjonującymi np. w Niemczech. Ma to umożliwić weryfikację faktycznego przebiegu dla aut z importu. Projekt w tej sprawie ma wkrótce trafić do prac w Sejmie. Czy jednak zwiększenie sankcji to właściwa droga?

    W Niemczech dane pokazują, że nawet 30% aut używanych wystawionych na sprzedaż miało cofnięty licznik. To i tak sporo, gdyż jest to u naszych zachodnich sąsiadów traktowane jako przestępstwo. W Polsce za tego typu praktyki można dostać nawet 8 lat, ale w praktyce za „kręcenie” bardzo trudno ukarać sprzedającego auto z cofniętym licznikiem. A jest z czym walczyć, bo z szacunków Związku Dealerów Samochodowych wynika, że w Polsce proceder ten dotyczy nawet 80% aut używanych z importu. To zestawienie pokazuje wyraźnie, że nie wysokość, ale nieuchronność kary jest receptą na zmianę skali tego negatywnego dla kierowców zjawiska.

    Temat ostatnio powrócił. Ministrowie zastanawiają się, by wprowadzić kary za fałszowanie przebiegu jak w Niemczech. Tam za cofanie liczników grozi kara do 5 lat więzienia, zaś we Francji grzywna w wysokości 37 tys. euro i kara więzienia do 2 lat.

    Czy takie kary będą wystarczające, by ukrócić proceder? A co z przypadkiem, gdy handlarz sprowadzi samochód, po drodze zrobi korektę, a spisze umowę kupna-sprzedaży tak, jakby to nabywca kupował auto od właściciela za granicą? I gdy wyjdzie na jaw korekta, to karą zostanie obarczony nabywca (który kupował auto w dobrej wierze), czy sprzedający (który o cofaniu licznika nic nie wiedział). A prawdziwego sprawcy w papierach nie ma. Jest jak duch - ulotnił się. Najpierw trzeba uszczelnić proces sprowadzania samochodów, by nie było takich wypaczeń (pośrednik zarabia i się ulatnia, biorąc zarobek i nie odprowadzając podatku, jednocześnie fałszując przebieg), a potem dopiero karać nieuczciwych sprzedawców, którzy korygują przebiegi.

    Jest o co walczyć, by rynek motoryzacji w Polsce stał się normalny. I samochody z dużymi przebiegami były tanie, zaś te z przebiegami niskimi kosztowały odpowiednio więcej. Czyli dokładnie tak, jak jest na zachodzie. Wtedy klient szybko by decydował jakie auto kupić i rynek zrobił by się normalny, a nie patologiczny, jak ma to miejsce obecnie. To nie przypadek, że 8 letni samochód w prawdziwym przebiegiem 150 000 km jest w Niemczech 30 - 40% droższy niż w Polsce. I właśnie takie samochody do nas nie trafiają. Zapytaj jakiegokolwiek handlarza - chcesz kupić samochód tanio - kupuj w Polsce. Na Zachodzie okazji nie ma. Tam wszystko ma swoją cenę...
    15 czerwca 2017, 15:08 przez Charakterek (PW) | Do ulubionych | Skomentuj
    1995 BMW E34 – Cześć, przedstawiam moje BMW E34 TDS, posiadaczem jestem już prawie rok. Auto sprawuje sie bezawaryjnie. Ps: Poszukuje osoby która ogarnia w zakresie rozszerzonym sterowniki ECU 8bitowe. Bądz potrafi zbudowac uklady na arduino. Potrzebne do elektronicznej modyfikacji jednostki. Jak cos prosze o PW. Pozdrawiam!
    Cześć, przedstawiam moje BMW E34 TDS, posiadaczem jestem już prawie rok. Auto sprawuje sie bezawaryjnie. Ps: Poszukuje osoby która ogarnia w zakresie rozszerzonym sterowniki ECU 8bitowe. Bądz potrafi zbudowac uklady na arduino. Potrzebne do elektronicznej modyfikacji jednostki. Jak cos prosze o PW. Pozdrawiam!
    14 czerwca 2017, 20:36 przez Daman (PW) | Do ulubionych | Skomentuj (1)
    Źródło: Prywatne
    14 czerwca 2017, 18:35 przez ~skaut1981 | Do ulubionych | Skomentuj
    Krzysztof Hołowczyc zdradza swoje plany na ten rok. Obchodzi właśnie 20-lecie współpracy z Maciejem Wisławskim i przygotowuje się do startów na trasach rajdowych. Dowiedz się więcej oglądając wywiad.
    6 czerwca 2017, 17:50 przez ~PiotrekNIEMUL | Do ulubionych | Skomentuj
    Samochodem to nie jest, ale spokojnie możemy nazwać ten twór pojazdem, 6-cio kołowy studencki czołg pokryty około 15kg puszek.
    Jeździ, skręca, wygląda! A za rok pływający basen!
    28 maja 2017, 16:14 przez DrillAndRun (PW) | Do ulubionych | Skomentuj