Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
  • Szukaj


     

    Znalazłem 136 takich materiałów
    Garaż 866 - Nowy Projekt! - Fiat 126p – I jest niespodzianka! Przedstawiam Wam bazę pod drugi projekt. Padło na Fiata 126pe. Auto jest z 1985 roku, z jego przebieg to niecałe 80 tysięcy kilometrów. Świeżo po remoncie silnika, nie będę więcej zanudzał, na Naszej stronie będą dokładne dane modelu. Trzymajcie zdjęcie zrobione zaraz po przyjeździe na Nasz teren. :) ------- Serdecznie zapraszam do oglądania relacji z remontu oraz oceniania mojej pracy. :) - Pozdrawiam, Grzegorz. ------ www.facebook.com/Garaz866 -------                                                                                                                                                                                                                                                                                                   www.Garaz866.pl
    I jest niespodzianka! Przedstawiam Wam bazę pod drugi projekt. Padło na Fiata 126pe. Auto jest z 1985 roku, z jego przebieg to niecałe 80 tysięcy kilometrów. Świeżo po remoncie silnika, nie będę więcej zanudzał, na Naszej stronie będą dokładne dane modelu. Trzymajcie zdjęcie zrobione zaraz po przyjeździe na Nasz teren. :) ------- Serdecznie zapraszam do oglądania relacji z remontu oraz oceniania mojej pracy. :) - Pozdrawiam, Grzegorz. ------ www.facebook.com/Garaz866 ------- www.Garaz866.pl
    7 stycznia 2014, 23:03 przez Talar (PW) | Do ulubionych | Skomentuj
    Źródło:

    www.facebook.com/Garaz866

    Beetle w teren –
    26 grudnia 2013, 17:20 przez Paul (PW) | Do ulubionych | Skomentuj
    Cmentarzysko samochodów w Szwajcarii – W połowie lat 30-tych ubiegłego stulecia niejaki Åke Danielsson (rocznik 1914) kupił bagnistą działkę, na której to rozpoczął wydobycie torfu. Był człowiekiem z ogromną fantazją techniczną – by łatwiej  transportować wydobywany surowiec, zbudował sam np. krótką linię kolejową i lokomotywę z silnikiem chevroleta. Tylko pozazdrościć talentu.

Po pewnym czasie, gdy samodzielne wydobywanie torfu na małą skalę przestało być opłacalne, Åke postanowił zająć się innym rodzajem działalności zarobkowej: zaczął skupywać zużyte samochody. W powojennej Szwecji samochód zaczął być dostępny dla szeregowego obywatela i liczba aut (a tym samym i pojazdów złomowanych) zaczęła rosnąć.

Gwoli kronikarskiej rzetelności nadmienić należy, że sprawca całego zamieszania dbał o wszelkie normy ekologiczne: paliwo i inne samochodowe ciecze były zbierane i wysyłane do profesjonalnej utylizacji, a wszystkie części, z których kierowcy mogli mieć pożytek, wystawiane były na sprzedaż w samodzielnie postawionym domku o powierzchni ok. 12 metrów kwadratowych. A to, czego nie dało się sprzedać, zostawało na działce.

I tak pewnie dożyłby Åke swych dni w spokoju, gdyby nie media, które w połowie lat 90-tych spopularyzowały złomowisko. Dotychczas znane tylko tubylcom miejsce stało się czymś w rodzaju atrakcji turystycznej okolicy. Wtedy to urzędnicy gminni, zapewne bojąc się oskarżeń, zdecydowali, że trzeba uprzątnąć teren. Kosztami akcji planowano obarczyć sędziwego już Åke. Nasz bohater nie dość, że nie posiadał wystarczających środków, to jeszcze mieszkał wtedy już w domu pogodnej starości.

Lecz od czego jest duch społecznictwa? Grupie zapaleńców udało się przekonać gminę oraz lokalne muzeum, że złomowisko jest miejscem cennym z kulturowego punktu widzenia. I trudno odmówić osobom zaangażowanym racji: na terenie byłej działki Åkego znajduje się ok. 150 wraków samochodów, z których większość pochodzi z lat 40-tych i 50-tych XX wieku. Codziennie miejsce odwiedzanie jest przez średnio 200 osób. Jak na złomowisko – wynik imponujący. Sam bohater zaś na jesieni 2000 roku opuścił ten padół łez.
    W połowie lat 30-tych ubiegłego stulecia niejaki Åke Danielsson (rocznik 1914) kupił bagnistą działkę, na której to rozpoczął wydobycie torfu. Był człowiekiem z ogromną fantazją techniczną – by łatwiej transportować wydobywany surowiec, zbudował sam np. krótką linię kolejową i lokomotywę z silnikiem chevroleta. Tylko pozazdrościć talentu.

    Po pewnym czasie, gdy samodzielne wydobywanie torfu na małą skalę przestało być opłacalne, Åke postanowił zająć się innym rodzajem działalności zarobkowej: zaczął skupywać zużyte samochody. W powojennej Szwecji samochód zaczął być dostępny dla szeregowego obywatela i liczba aut (a tym samym i pojazdów złomowanych) zaczęła rosnąć.

    Gwoli kronikarskiej rzetelności nadmienić należy, że sprawca całego zamieszania dbał o wszelkie normy ekologiczne: paliwo i inne samochodowe ciecze były zbierane i wysyłane do profesjonalnej utylizacji, a wszystkie części, z których kierowcy mogli mieć pożytek, wystawiane były na sprzedaż w samodzielnie postawionym domku o powierzchni ok. 12 metrów kwadratowych. A to, czego nie dało się sprzedać, zostawało na działce.

    I tak pewnie dożyłby Åke swych dni w spokoju, gdyby nie media, które w połowie lat 90-tych spopularyzowały złomowisko. Dotychczas znane tylko tubylcom miejsce stało się czymś w rodzaju atrakcji turystycznej okolicy. Wtedy to urzędnicy gminni, zapewne bojąc się oskarżeń, zdecydowali, że trzeba uprzątnąć teren. Kosztami akcji planowano obarczyć sędziwego już Åke. Nasz bohater nie dość, że nie posiadał wystarczających środków, to jeszcze mieszkał wtedy już w domu pogodnej starości.

    Lecz od czego jest duch społecznictwa? Grupie zapaleńców udało się przekonać gminę oraz lokalne muzeum, że złomowisko jest miejscem cennym z kulturowego punktu widzenia. I trudno odmówić osobom zaangażowanym racji: na terenie byłej działki Åkego znajduje się ok. 150 wraków samochodów, z których większość pochodzi z lat 40-tych i 50-tych XX wieku. Codziennie miejsce odwiedzanie jest przez średnio 200 osób. Jak na złomowisko – wynik imponujący. Sam bohater zaś na jesieni 2000 roku opuścił ten padół łez.
    22 grudnia 2013, 16:11 przez Automaniak98 (PW) | Do ulubionych | Skomentuj (1)
    Apel do was Motokillerzy – Potrzebuję pomocy, mianowicie szukam Fiata 126p, żeby go odnowić, tu jest moje pytanie, czy ma ktoś lub widział na terenie Bydgoszczy. Najlepiej żeby był na chodzie i wymaganie to rocznik tak do 90, nic w górę więcej, ponieważ zależy mi na takim znaczku jak jest na zdjęciu powyżej czyli Polski FIAT. Także jeżeli ktoś widział gdzieś, albo słyszał o jakimś Maluchu, który stoi i się marnuję, to poprosił bym o kontakt na PW, tylko mówię teren Bydgoszczy i do 1990r. Szukam już długo, może wam się uda mi pomóc, a to będzie szczytny cel, ponieważ uratujemy kolejnego klasyka Polskiej motoryzacji!
    Potrzebuję pomocy, mianowicie szukam Fiata 126p, żeby go odnowić, tu jest moje pytanie, czy ma ktoś lub widział na terenie Bydgoszczy. Najlepiej żeby był na chodzie i wymaganie to rocznik tak do 90, nic w górę więcej, ponieważ zależy mi na takim znaczku jak jest na zdjęciu powyżej czyli Polski FIAT. Także jeżeli ktoś widział gdzieś, albo słyszał o jakimś Maluchu, który stoi i się marnuję, to poprosił bym o kontakt na PW, tylko mówię teren Bydgoszczy i do 1990r. Szukam już długo, może wam się uda mi pomóc, a to będzie szczytny cel, ponieważ uratujemy kolejnego klasyka Polskiej motoryzacji!
    22 grudnia 2013, 19:02 przez GrubyKebab (PW) | Do ulubionych | Skomentuj
    Tor Lublin do likwidacji w przyszłym roku – "Już tylko miesiące dzielą tor w Lublinie od zniknięcia z polskiej mapy obiektów, na których mogą się wyszaleć i szlifować umiejętności wszyscy posiadaczy motocykli i samochodów.
 

Jak informuje portal Lublin112.pl, na torze pojawiły się już wywrotki z piachem, który posłuży do zasypania toru. Informacja o likwidacji toru pojawiła się w 2012 roku. Wtedy to władze miasta ogłosiły przetarg na zakup działki, na której jest usytuowany tor w Lublinie. Cena wywoławcza wynosiła nieco ponad 10 milionów złotych.

 Oficjalnym powodem pozbycia się toru był nadmierny hałas (skądś to znamy), na który skarżyli się mieszkańcy okolicznych bloków. Zapewne do momentu wprowadzenia się nie mieli pojęcia, do czego służy tor kartingowy tak samo, jak mieszkańcy okolic toru „Poznań” pewnie w życiu nie spodziewaliby się, że ktoś może chcieć na nim trenować albo organizować wyścigi.

 Niestety inicjatywa Ratujmy Tor Lublin nie była w stanie uratować obiektu. Władze z kolei zapewniały, że mógłby powstać obiekt zastępczy, który miał być ulokowany na terenie byłego wysypiska śmieci w gminie Spiczyn, ale skończyło się na zapewnieniach. Na początku tego roku okazało się jednak, że motocykliści i kierowcy samochodów będą mogli jeszcze w tym sezonie korzystać z toru.

 Nie spodobało się to mieszkańcom, którzy między innymi rozrzucili gwoździe na torze podczas Motocyklowego Pucharu Lubelszczyzny, który był organizowany we wrześniu. Podobno nie była to pierwsza tego typu sytuacja. Zabrzmi to trochę jak tekst z „Faktu”, ale niech później żaden z tych mieszkańców nie zdziwi się, jeśli straci domownika w wyniku wypadku spowodowanego przez samochód czy motocykl jadący z nadmierną prędkością. Jakkolwiek pozytywnymi osobami by nie byli jeżdżący na torze, to oczywistym jest, że jeśli człowiek nie ma miejsca żeby poszaleć, to szaleje na ulicy. Nie pomogło nawet to, że na torze szkolili się między innymi funkcjonariusze Policji.

 Dziwne jest też to, że nikt nie dostrzegł w torze możliwości zarobku. Mieszkańcy mogliby wynajmować pokoje przyjezdnym, miasto mogłoby organizować różnego rodzaju imprezy, a zyski zasilałyby kasę Lublina i przy okazji może tor by na siebie zarobił zwłaszcza, że nie ma na nim infrastruktury, której utrzymanie kosztowałoby krocie. Niestety łatwiej jest teren sprzedać i zbudować kolejny hipermarket lub bloki. Również PZM nie próbował stanąć w obronie obiektu.

 Żeby jednak nie wprowadzać grobowej atmosfery, to jest również pozytywna informacja. Z obiektu będzie można korzystać do końca marca 2014 roku."
-motogen.pl
    "Już tylko miesiące dzielą tor w Lublinie od zniknięcia z polskiej mapy obiektów, na których mogą się wyszaleć i szlifować umiejętności wszyscy posiadaczy motocykli i samochodów.


    Jak informuje portal Lublin112.pl, na torze pojawiły się już wywrotki z piachem, który posłuży do zasypania toru. Informacja o likwidacji toru pojawiła się w 2012 roku. Wtedy to władze miasta ogłosiły przetarg na zakup działki, na której jest usytuowany tor w Lublinie. Cena wywoławcza wynosiła nieco ponad 10 milionów złotych.

    Oficjalnym powodem pozbycia się toru był nadmierny hałas (skądś to znamy), na który skarżyli się mieszkańcy okolicznych bloków. Zapewne do momentu wprowadzenia się nie mieli pojęcia, do czego służy tor kartingowy tak samo, jak mieszkańcy okolic toru „Poznań” pewnie w życiu nie spodziewaliby się, że ktoś może chcieć na nim trenować albo organizować wyścigi.

    Niestety inicjatywa Ratujmy Tor Lublin nie była w stanie uratować obiektu. Władze z kolei zapewniały, że mógłby powstać obiekt zastępczy, który miał być ulokowany na terenie byłego wysypiska śmieci w gminie Spiczyn, ale skończyło się na zapewnieniach. Na początku tego roku okazało się jednak, że motocykliści i kierowcy samochodów będą mogli jeszcze w tym sezonie korzystać z toru.

    Nie spodobało się to mieszkańcom, którzy między innymi rozrzucili gwoździe na torze podczas Motocyklowego Pucharu Lubelszczyzny, który był organizowany we wrześniu. Podobno nie była to pierwsza tego typu sytuacja. Zabrzmi to trochę jak tekst z „Faktu”, ale niech później żaden z tych mieszkańców nie zdziwi się, jeśli straci domownika w wyniku wypadku spowodowanego przez samochód czy motocykl jadący z nadmierną prędkością. Jakkolwiek pozytywnymi osobami by nie byli jeżdżący na torze, to oczywistym jest, że jeśli człowiek nie ma miejsca żeby poszaleć, to szaleje na ulicy. Nie pomogło nawet to, że na torze szkolili się między innymi funkcjonariusze Policji.

    Dziwne jest też to, że nikt nie dostrzegł w torze możliwości zarobku. Mieszkańcy mogliby wynajmować pokoje przyjezdnym, miasto mogłoby organizować różnego rodzaju imprezy, a zyski zasilałyby kasę Lublina i przy okazji może tor by na siebie zarobił zwłaszcza, że nie ma na nim infrastruktury, której utrzymanie kosztowałoby krocie. Niestety łatwiej jest teren sprzedać i zbudować kolejny hipermarket lub bloki. Również PZM nie próbował stanąć w obronie obiektu.

    Żeby jednak nie wprowadzać grobowej atmosfery, to jest również pozytywna informacja. Z obiektu będzie można korzystać do końca marca 2014 roku."
    -motogen.pl
    Idealny w teren –
    21 listopada 2013, 12:30 przez Bobek (PW) | Do ulubionych | Skomentuj (2)
    Jeden ze skaradzionych – To już czwarte, z pięciu luksusowych aut, które zostały skradzione z jednego z salonów samochodowych na terenie Berlina. Błyskawiczna realizacja sprawy była możliwa dzięki doskonałej współpracy z funkcjonariuszami z Polsko-Niemieckiego Centrum Współpracy Służb Granicznych, Policyjnych i Celnych w Świecku.

Wczoraj (17.11.13) po południu do dyżurnego włocławskiej komendy wpłynęła telefoniczna informacja, z której wynikało, że stojące na parkingu nietypowe auto może być kradzione. Policjanci potwierdzili tę informację.

Na jednym z parkingów na Osiedlu Południe policjanci ujawnili zaparkowanego bentley’a. Po sprawdzeniu okazało się, że samochód ten jest najprawdopodobniej jednym z pięciu skradzionych z salonu w Berlinie. 

Przypomnijmy: do kradzieży pięciu pojazdów m-ki Bentley doszło kilka dni temu, w nocy z 7/8 listopada, w jednym z salonów na terenie Berlina.

Z ustaleń niemieckich mundurowych wynikało, że luksusowe auta, każdy z nich warty 250 tys. EURO, mogły wjechać na teren Polski. 

Informacja ta natychmiast została przekazana do jednostek policji przez funkcjonariuszy Polsko-Niemieckiego Centrum Współpracy Służb Granicznych, Policyjnych i Celnych w Świecku. Doskonała polsko-niemiecka współpraca dała błyskawiczne efekty.
    To już czwarte, z pięciu luksusowych aut, które zostały skradzione z jednego z salonów samochodowych na terenie Berlina. Błyskawiczna realizacja sprawy była możliwa dzięki doskonałej współpracy z funkcjonariuszami z Polsko-Niemieckiego Centrum Współpracy Służb Granicznych, Policyjnych i Celnych w Świecku.

    Wczoraj (17.11.13) po południu do dyżurnego włocławskiej komendy wpłynęła telefoniczna informacja, z której wynikało, że stojące na parkingu nietypowe auto może być kradzione. Policjanci potwierdzili tę informację.

    Na jednym z parkingów na Osiedlu Południe policjanci ujawnili zaparkowanego bentley’a. Po sprawdzeniu okazało się, że samochód ten jest najprawdopodobniej jednym z pięciu skradzionych z salonu w Berlinie.

    Przypomnijmy: do kradzieży pięciu pojazdów m-ki Bentley doszło kilka dni temu, w nocy z 7/8 listopada, w jednym z salonów na terenie Berlina.

    Z ustaleń niemieckich mundurowych wynikało, że luksusowe auta, każdy z nich warty 250 tys. EURO, mogły wjechać na teren Polski.

    Informacja ta natychmiast została przekazana do jednostek policji przez funkcjonariuszy Polsko-Niemieckiego Centrum Współpracy Służb Granicznych, Policyjnych i Celnych w Świecku. Doskonała polsko-niemiecka współpraca dała błyskawiczne efekty.
    18 listopada 2013, 20:58 przez ~cocaine94 | Do ulubionych | Skomentuj (5)
    Suzuki – Od kilkudziesięciu lat jedne z najlepszych samochodów w teren.
    Od kilkudziesięciu lat jedne z najlepszych samochodów w teren.
    19 października 2013, 15:44 przez staryjaponiec (PW) | Do ulubionych | Skomentuj (3)
    Żaden teren nie straszny –
    8 października 2013, 19:18 przez Chlodny (PW) | Do ulubionych | Skomentuj (3)
    STAR 266 – Żaden teren mu niestraszny
    Żaden teren mu niestraszny
    4 października 2013, 20:09 przez Norbi97 (PW) | Do ulubionych | Skomentuj (2)