Reklama
Drugi kierowca nadal wali środkiem drogi na długich, zjeżdżam jeszcze bardziej tak że chwytam pobocza (a jadę Matizem, metr pięćdziesiąt szerokości). Nagle JEB, patrzę w lusterko a tam ciemność. Nawróciłem i jadę za nim, po wyjechaniu z zakrętu ciemność, więc uświadamiam sobie że sprawca po prostu uciekł.
Przy pierwszym mijanym aucie noga z gazu czy to przypadkiem nie on, ale niezbyt pasowała mi odległość, nie widziałem też żeby zahamował. Wtedy zobaczyłem "na horyzoncie" tylne światła, szybka kalkulacja i jeśli po prostu jechał dalej, to byłby właśnie gdzieś tam.
Telefon na 112 (rozmowa wyciszona, dyspozytorka pytała jakie to województwo!). Kierowca zatrzymał się 3 kilometry od miejsca kolizji, po wyjściu sprawdziłem jego lusterko, nie miał szkła, u mnie oprócz szkła brakowało połowy obudowy, dodatkowo odpryski na szybie i rysy na drzwiach. Żeby było lepiej, to jego pierwszymi słowami było "Pan mnie chyba szuka", moja odpowiedź "Teraz to czekamy na policję", i tyle z rozmowy.
Na policję czekaliśmy ponad godzinę, jak przyjechali to ze strony pasażera wysiadła kobieta i zaczęły się kolejne atrakcje.
Standardowe pytania o przebieg kolizji, czemu sądzę że to kierowca Audi jest sprawcą (bo jechał środkiem i goniłem go trzy kilometry? Jakby był ofiarą to by nie uciekał).
Dmuchanie na trzeźwość, u mnie zero, u kobiety też. Pytam wtedy policjanta czemu badają pasażerkę a nie kierowcę, a ten wielkie oczy. Ja na to że facet kierował, pokazałem mu również na szybko nagranie jak wysiada po zatrzymaniu, gościu dmucha i peszek. Godzinę po kolizji alkomat pokazuje 0.35 (razy 2.1 daje ponad 0.7 promila we krwi). Próbował się nieudolnie tłumaczyć że na koniec się zamienił z dziewczyną, bo była zestresowana. Gdyby tak było, to od razu bym ich dojechał bo zatrzymanie/zamiana/ponowne osiągniecie prędkości trochę zajmuje. A nawet gdyby to była prawda to i tak jechałby po pijaku, nieważne że parę metrów. To nie sytuacja nadzwyczajna, jak palące się obok auto.
Finału sprawy i jaką karę dostał nie wiem, kasę z ubezpieczenia dostałem satysfakcjonującą (nigdy się nie zgadzajcie na pierwszą propozycję, a nawet na drugą, u mnie pierwsza oferta to było ok 40% tego co ostatecznie dostałem).
Reklama
Komentarze