Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
  • Szukaj


     

    Znalazłem 376 takich materiałów
    Michelin PLR – Ten przedziwny samochód został stworzony w 1972 roku przez Michelin i służył do… testowania opon ciężarowych. W latach 70-tych Michelin było właścicielem Citroena, dlatego by skonstruować ten specjalny pojazd wykorzystano jeden z modeli tego producenta, a dokładniej DS-a. Musiał on jednak przejść diametralne przeróbki, aby powstał wehikuł, który widzimy na zdjęciach. PLR (Poids Lourd Rapide) mierzył 7,3 m długości, 2,5 m szerokości oraz 1,56 m wysokości. Wykorzystano w nim dwie 5,7-litrowe jednostki V8 Citroena. Jedna z nich, zasilała 6 tylnych kół, a druga służyła jako napęd umieszczonej na pokładzie maszyny przeznaczonej do testowania opon dla ciężarówek. Taki ekwipunek na pokładzie poskutkował wysoką masą ponad 10 000 kg. Maksymalna prędkość jaką PLR mógł uzyskać wynosiła 180 km/h. Testy opon z udziałem tego modelu odbywały się na francuskim torze testowym. Obecnie pojazd znajduje się w muzeum Michelin w Clermont-Ferrand we Francji.
    Ten przedziwny samochód został stworzony w 1972 roku przez Michelin i służył do… testowania opon ciężarowych. W latach 70-tych Michelin było właścicielem Citroena, dlatego by skonstruować ten specjalny pojazd wykorzystano jeden z modeli tego producenta, a dokładniej DS-a. Musiał on jednak przejść diametralne przeróbki, aby powstał wehikuł, który widzimy na zdjęciach. PLR (Poids Lourd Rapide) mierzył 7,3 m długości, 2,5 m szerokości oraz 1,56 m wysokości. Wykorzystano w nim dwie 5,7-litrowe jednostki V8 Citroena. Jedna z nich, zasilała 6 tylnych kół, a druga służyła jako napęd umieszczonej na pokładzie maszyny przeznaczonej do testowania opon dla ciężarówek. Taki ekwipunek na pokładzie poskutkował wysoką masą ponad 10 000 kg. Maksymalna prędkość jaką PLR mógł uzyskać wynosiła 180 km/h. Testy opon z udziałem tego modelu odbywały się na francuskim torze testowym. Obecnie pojazd znajduje się w muzeum Michelin w Clermont-Ferrand we Francji.
    12 grudnia 2017, 17:06 przez ~RAFIK3001 | Do ulubionych | Skomentuj
    Volvo XC70 – Latające kombi
    Latające kombi
    6 października 2017, 23:20 przez DziubeX (PW) | Do ulubionych | Skomentuj
    Volvo s90 – T5 254KM

10 km/h – 0,5 s
20 km/h – 1,1 s
30 km/h – 1,6 s
40 km/h – 2,2 s
50 km/h – 2,9 s
60 km/h – 3,5 s
70 km/h – 4,3 s
80 km/h – 5,1 s
90 km/h – 6,0 s
100 km/h– 7,1 s

0-400 m – 15,1 s

100-200 km/h – 22,5 s
    T5 254KM

    10 km/h – 0,5 s
    20 km/h – 1,1 s
    30 km/h – 1,6 s
    40 km/h – 2,2 s
    50 km/h – 2,9 s
    60 km/h – 3,5 s
    70 km/h – 4,3 s
    80 km/h – 5,1 s
    90 km/h – 6,0 s
    100 km/h– 7,1 s

    0-400 m – 15,1 s

    100-200 km/h – 22,5 s
    5 października 2017, 23:05 przez DziubeX (PW) | Do ulubionych | Skomentuj
    Nowe, prostsze oznaczenia wszystkich modeli Audi. Pomogą rozszyfrować nam moc delikwenta. – Jest to oznaczenie mocy, którego wcześniej Audi nigdy nie używało. Ustandaryzowane, ma być dostępne w pełnej gamie modeli tego producenta. Nowe oznaczenia wskazują konkretną moc jednostki napędowej.

Wartością, do której odnoszą się nowe oznaczenia, jest moc poszczególnych modeli podawana w kilowatach, zatem teoretycznie, w naszej kulturze, trzeba będzie to sobie jeszcze przeliczyć na konie mechaniczne. Przypominamy, że 1 kW to 1,36 KM. Jednak spokojnie, schowajcie kalkulatory. Widząc nowy model Audi i tak nie dowiecie się, jaka moc drzemie pod maską. Jest to bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać.

Dwie cyfry to tylko dodatkowa klasyfikacja modeli, ze względu na różne poziomy wydajności. Dla przykładu, liczba 30 pojawi się na tylnej klapie wszystkich audi mających moc od 81 do 96 kW. Liczba 45 przypisana będzie mocy od 169 do 185 kW. Auta o najwyższej mocy – powyżej 400 kW – identyfikowane będą cyfrą 70. Według nowej nomenklatury, w przyszłości gama modelowa sięgać będzie od Audi Q2 30 TFSI o mocy 85 kW, do Audi Q7 50 TDI o mocy 200 kW. Tylko modele pochodzące od Audi Sport, czyli S, RS oraz Audi R8, pozostaną przy swych klasycznych nazwach.

Oznaczenia cyfrowe wskazujące na poziomy wydajności wzrastać będą w przedziałach co pięć. Mają prezentować ustaloną hierarchię mocy jednostek napędowych w ramach poszczególnych serii modelowych i w odniesieniu do ogólnego podziału modelowego marki Audi.

Za każdym razem oznaczeniu cyfrowemu towarzyszyć będzie oznaczenie rodzaju zasilania silnika: TFSI (benzynowy), TDI (diesel), g-tron (gaz ziemny) i e-tron (hybrydowy i elektryczny).

Będzie mi brakować napisu na klapie 4.2 Quattro, a wam? 

Jest prostsza metoda na liczenie tego wszystkiego, o której powiedział nam Grzesiek: "Wystarczy liczbę podaną na tylnej klapie pomnożyć przez liczbę drzwi w samochodzie, a potem podzielić ją przez liczbę cylindrów danego modelu. Do wyniku dodajemy pojemność skokową w cc. Następnie mnożymy wszystko przez 1.359621617, bo wynik poprzednich działań otrzymamy w kilowatach, a chcemy przecież mechanicznego konia. Od wszystkiego odejmujemy od 10 do 100% w zależności od przebiegu no i wuala"
    Jest to oznaczenie mocy, którego wcześniej Audi nigdy nie używało. Ustandaryzowane, ma być dostępne w pełnej gamie modeli tego producenta. Nowe oznaczenia wskazują konkretną moc jednostki napędowej.

    Wartością, do której odnoszą się nowe oznaczenia, jest moc poszczególnych modeli podawana w kilowatach, zatem teoretycznie, w naszej kulturze, trzeba będzie to sobie jeszcze przeliczyć na konie mechaniczne. Przypominamy, że 1 kW to 1,36 KM. Jednak spokojnie, schowajcie kalkulatory. Widząc nowy model Audi i tak nie dowiecie się, jaka moc drzemie pod maską. Jest to bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać.

    Dwie cyfry to tylko dodatkowa klasyfikacja modeli, ze względu na różne poziomy wydajności. Dla przykładu, liczba 30 pojawi się na tylnej klapie wszystkich audi mających moc od 81 do 96 kW. Liczba 45 przypisana będzie mocy od 169 do 185 kW. Auta o najwyższej mocy – powyżej 400 kW – identyfikowane będą cyfrą 70. Według nowej nomenklatury, w przyszłości gama modelowa sięgać będzie od Audi Q2 30 TFSI o mocy 85 kW, do Audi Q7 50 TDI o mocy 200 kW. Tylko modele pochodzące od Audi Sport, czyli S, RS oraz Audi R8, pozostaną przy swych klasycznych nazwach.

    Oznaczenia cyfrowe wskazujące na poziomy wydajności wzrastać będą w przedziałach co pięć. Mają prezentować ustaloną hierarchię mocy jednostek napędowych w ramach poszczególnych serii modelowych i w odniesieniu do ogólnego podziału modelowego marki Audi.

    Za każdym razem oznaczeniu cyfrowemu towarzyszyć będzie oznaczenie rodzaju zasilania silnika: TFSI (benzynowy), TDI (diesel), g-tron (gaz ziemny) i e-tron (hybrydowy i elektryczny).

    Będzie mi brakować napisu na klapie 4.2 Quattro, a wam?

    Jest prostsza metoda na liczenie tego wszystkiego, o której powiedział nam Grzesiek: "Wystarczy liczbę podaną na tylnej klapie pomnożyć przez liczbę drzwi w samochodzie, a potem podzielić ją przez liczbę cylindrów danego modelu. Do wyniku dodajemy pojemność skokową w cc. Następnie mnożymy wszystko przez 1.359621617, bo wynik poprzednich działań otrzymamy w kilowatach, a chcemy przecież mechanicznego konia. Od wszystkiego odejmujemy od 10 do 100% w zależności od przebiegu no i wuala"
    Tłumaczenie pana, który nie ustąpił pieszej było dziwne.
    29 czerwca 2017, 22:47 przez Charakterek (PW) | Do ulubionych | Skomentuj (1)
    I tak przez jakieś 15km był holowany pojazd Lublana, Słowenia.
    6 maja 2017, 6:55 przez Alkodzio (PW) | Do ulubionych | Skomentuj
    Van Veen OCR 1000 – Duński motocykl z lat 70-tych. Najciekawszym elementem jest litrowy silnik Wankla o mocy 100KM, napędzający koło przez 4-biegową skrzynię i wał. Maszyna była ciężka, ważyła 294kg, za jej zatrzymanie odpowiadały tarczowe hamulce Brembo. W latach 78-81 wyprodukowano 38 sztuk, w 2011 10 kolejnych powstało z części zalegających w magazynach.
    Duński motocykl z lat 70-tych. Najciekawszym elementem jest litrowy silnik Wankla o mocy 100KM, napędzający koło przez 4-biegową skrzynię i wał. Maszyna była ciężka, ważyła 294kg, za jej zatrzymanie odpowiadały tarczowe hamulce Brembo. W latach 78-81 wyprodukowano 38 sztuk, w 2011 10 kolejnych powstało z części zalegających w magazynach.
    Tesla poradziła sobie z największym problemem aut elektrycznych. Odtąd ich zasięg będzie nieograniczony! – Dlaczego ludzie nie kupują aut elektrycznych? Bo się rozładowują, a jak nie ma w pobliżu stacji ekspresowego ładowania, to trwa ono wieki. Jest to póki co największe ograniczenie elektryków. I to ładowanie strasznie gryzło Pana Elona Muska, założyciela Tesli, bo wie on, że prąd głównie powstaje albo w elektrowniach atomowych, albo poprzez spalanie paliw kopalnych. A co jakby jeździć elektrykiem bez konieczności przerw na doładowanie? Brzmi pięknie, prawda? I takie jest! Elon Musk jest wizjonerem i powołał w roku 2002 kolejną spółkę - SpaceX. Miała ona w zamierzeniu sprawić, by loty kosmiczne stały się tanie dzięki modułowym rakietom, które były by odzyskiwane w całości oraz taniego paliwa (ciekły metan). Firma ta zbudowała rakietę Falcon Heavy, która to rakieta może wnieść na orbitę ponad 50 ton ładunku. I tu się zaczynają dziać cuda. Musk planuje umieścić na orbicie gęstą sieć satelitów - elektrowni. Satelity takie przekazywały by energię elektryczną na ziemię w postaci mikrofal. A jak wytwarzały by taką energię? Cóż pozyskiwały by ją za Słońca za pomocą nowoczesnych ogniw fotowoltanicznych. Wszak Słońca w kosmosie nic nie zasłania. W satelitach zastosowano dodatkowe boczne anteny, które będą wysyłać promieniowanie do innych satelitów. W ten sposób w kosmosie zostanie utworzona sieć, która niezależnie od tego, czy satelity będą po stronie nasłonecznionej, czy też po stronie, gdzie Słońce schowane jest za Ziemią, przekaże do samochodów wystarczającą część energii. Jak to ma działać? To taka bezprzewodowa ładowarka telefoniczna, tylko bardziej. Karoseria samochodu będzie tak skonstruowana, że energię mikrofal będzie skupiać i przetwarzać na energię elektryczną, a ta będzie ładowała baterie. Genialne? Owszem. Samochody będą ładowane na bieżąco i to już jak baterie wyczerpią się do połowy. Ładowanie do pełna będzie trwać około 40 minut, a samochód cały czas będzie mógł być w ruchu. W przypadku wyjechania poza zasięg satelity, ładowanie zostanie przejęte przez innego satelitę. Proces ładowania będzie się odbywał automatycznie. Samochody, w których poziom naładowania baterii spadnie do 1/4 (na przykład poprzez włączenie urządzeń pożerających prąd w garażach, czy podczas jazdy w parkingach podziemnych), zostaną potraktowane priorytetowo i będą ładowane w pierwszej kolejności. Usługa tego ładowania przez okres gwarancji ma być bezpłatna, a po nim ma kosztować 70 dolarów na rok. System ma być wdrażany od połowy roku 2018, po udanych próbach startu rakiety Falcon Heavy, które są zaplanowane na rok 2017. Na rok 2021 planuje się jego pełną funkcjonalność. Co by dużo nie pisać Elon Musk jest geniuszem i może on uratować Ziemię.
    Dlaczego ludzie nie kupują aut elektrycznych? Bo się rozładowują, a jak nie ma w pobliżu stacji ekspresowego ładowania, to trwa ono wieki. Jest to póki co największe ograniczenie elektryków. I to ładowanie strasznie gryzło Pana Elona Muska, założyciela Tesli, bo wie on, że prąd głównie powstaje albo w elektrowniach atomowych, albo poprzez spalanie paliw kopalnych. A co jakby jeździć elektrykiem bez konieczności przerw na doładowanie? Brzmi pięknie, prawda? I takie jest! Elon Musk jest wizjonerem i powołał w roku 2002 kolejną spółkę - SpaceX. Miała ona w zamierzeniu sprawić, by loty kosmiczne stały się tanie dzięki modułowym rakietom, które były by odzyskiwane w całości oraz taniego paliwa (ciekły metan). Firma ta zbudowała rakietę Falcon Heavy, która to rakieta może wnieść na orbitę ponad 50 ton ładunku. I tu się zaczynają dziać cuda. Musk planuje umieścić na orbicie gęstą sieć satelitów - elektrowni. Satelity takie przekazywały by energię elektryczną na ziemię w postaci mikrofal. A jak wytwarzały by taką energię? Cóż pozyskiwały by ją za Słońca za pomocą nowoczesnych ogniw fotowoltanicznych. Wszak Słońca w kosmosie nic nie zasłania. W satelitach zastosowano dodatkowe boczne anteny, które będą wysyłać promieniowanie do innych satelitów. W ten sposób w kosmosie zostanie utworzona sieć, która niezależnie od tego, czy satelity będą po stronie nasłonecznionej, czy też po stronie, gdzie Słońce schowane jest za Ziemią, przekaże do samochodów wystarczającą część energii. Jak to ma działać? To taka bezprzewodowa ładowarka telefoniczna, tylko bardziej. Karoseria samochodu będzie tak skonstruowana, że energię mikrofal będzie skupiać i przetwarzać na energię elektryczną, a ta będzie ładowała baterie. Genialne? Owszem. Samochody będą ładowane na bieżąco i to już jak baterie wyczerpią się do połowy. Ładowanie do pełna będzie trwać około 40 minut, a samochód cały czas będzie mógł być w ruchu. W przypadku wyjechania poza zasięg satelity, ładowanie zostanie przejęte przez innego satelitę. Proces ładowania będzie się odbywał automatycznie. Samochody, w których poziom naładowania baterii spadnie do 1/4 (na przykład poprzez włączenie urządzeń pożerających prąd w garażach, czy podczas jazdy w parkingach podziemnych), zostaną potraktowane priorytetowo i będą ładowane w pierwszej kolejności. Usługa tego ładowania przez okres gwarancji ma być bezpłatna, a po nim ma kosztować 70 dolarów na rok. System ma być wdrażany od połowy roku 2018, po udanych próbach startu rakiety Falcon Heavy, które są zaplanowane na rok 2017. Na rok 2021 planuje się jego pełną funkcjonalność. Co by dużo nie pisać Elon Musk jest geniuszem i może on uratować Ziemię.
    1 kwietnia 2017, 3:05 przez Charakterek (PW) | Do ulubionych | Skomentuj (1)
    Przepisowe 70 km/h. Policyjna vectra jedzie za nagrywającym już dłuższą chwilę. Panu w skodzie bardzo się spieszyło, wyprzedził najpierw policję, a potem nagrywającego.
    26 marca 2017, 23:08 przez Charakterek (PW) | Do ulubionych | Skomentuj (2)